Enklawa Cieni

Z Nightwood

Skocz do: nawigacji, wyszukiwania
Enklawa Cieni.jpg

Tu, gdzie cień za mrokiem chodzi,
gdzie wilki wyją w nocy.
Gdzie kruk oznaką brzasku,
gdzie zamkną Cię w potrzasku.

Gdyś Ty ich przyjacielem
Nie zrobią Ci zbyt wiele...

Przydatne odnośniki

Spis praw i obowiązków w klanie

Władza w klanie

Geneza Enklawy

„Nightwood... Ciemny, rozległy Las, gdzie rzadko docierały promienie słońca. To miejsce przyciągało różne istoty, tchnęło spokojem, magią, ulotnością.

Miejsce, w którym można się ukryć.

"Idealnie..." - pomyślała Lui. Nie wiedziała, jak znalazła się w tym miejscu. Może ktoś jej opowiedział? Ścigano ją, bo była elfką. Szukała schronienia przed prześladowaniem. Stopy niosły ją same, poddawała się im.

Nightwood... Miejsce, w którym można się ukryć. Miejsce wiecznej nocy.

Lui nie była sama. Za nią podążało kilka osób. Ostrożnie weszli do Lasu. Postanowili założyć Bractwo, silne, mocne, potężne. Takie, które odparłoby najazd wrogów. Elfy szybko zadomowiły się w Lesie. Z potu i wspólnego trudu powstała siedziba elfów. Ostoja spokoju i wiedzy. Mimo faktu, że tutaj zawsze panowała noc i mrok, były szczęśliwe. Szczęście nie jest jednak wieczne.

Z Bractwem zaczęło dziać się coś złego. Lui wyczuwała, że nadchodzi koniec. Elfy mają zostać zmiecione z powierzchni Ziemi. Były intruzami. Do Lasu wtargnęli mieszkańcy cienia i słudzy ciemności. Nikt nie widział, gdy przemierzali las. Nikt nie spostrzegł, gdy dostali się do siedziby. Cień zabrał ich wszystkich. Ocalała tylko jedna elfka - została sama w zniszczonym walką dworze – niegdysiejszej siedzibie unicestwionego klanu.

Mijały dni, tygodnie, miesiące... Rok. Las zaczął bezlitośnie zacierać wszelkie ślady istnienia Bractwa. Już nie było nadziei. Nikt się nie troszczył o Bractwo, zapomniano o nim. Lecz kilka miesięcy wcześniej w Lesie pojawił się Silver. Nie wiadomo, skąd się wziął ani kim był. W karczmie roznosiły się plotki, że przyszedł od Cienia. Cień - coś strasznego, tajemniczego, nieokiełznanego. Zapragnął stworzyć coś silnego, coś, co nigdy się nie podda. Wtedy spotkał ostatnią elfkę.

Enklawa Cieni zaczęła powstawać.

Wszystko szło dobrze. Po krótkim czasie siedziba znów odzyskała stary wygląd. Powoli napływali nowi rekruci. Lecz Silver martwił się. Patrzył wstecz, na zagładę swoich poprzedników i zastanawiał się w jaki sposób może chronić swój klan przed nieznanym zagrożeniem. Szukał długo, aż znalazł w elfich księgach wzmiankę o smokach cienia. Jego zadanie nie było łatwe, lecz poradził sobie. Odnalazł je i sprowadził Shadowa. Enklawa rozszerzała swoje wpływy. U bram siedziby zjawił się posłaniec z wiadomością od Antycznego Kręgu. Po jej przeczytaniu Silver długo siedział w swoim pokoju. Zdecydował się w końcu podpisać pakt o nieagresji, który w przyszłości być może przerodzi się w bliższą współpracę.

Nie wszystko jednak szło tak dobrze. Mistrz widocznie opadał z sił, jakby dotknęła go wyniszczająca choroba. Zdał swoją funkcję na rzecz Flaumel, a sam został zastępcą. Pokonawszy zdumienie oraz pierwsze przeszkody, dziewczyna wzięła się żwawo do pracy. Przez pewien czas klan funkcjonował bez zauważalnych przeszkód. Lecz w najmniej spodziewanym momencie Silver oświadczył iż musi odejść z Enklawy Cieni i wspomóc Rycerzy Księżyca - klan, którego członkowie zaczęli znikać w niewyjaśnionych okolicznościach. Na swoje miejsce wyznaczył Isamu, a na miejsce zastępcy mistrza klanu Isvenaha. Enklawa będzie pamiętać o wkładzie Silvera... tak długo jak istnieje cień.

...dalszy ciąg napisze życie...


Zamknęłam wielką, zakurzoną księgę w czarnej oprawie z hukiem. Puste sale odbijały jedynie echo mego czynu. To szare miejsce miało niegdyś kolory. Enklawa Cieni – ten klan jest jednym z najstarszych istniejących, a żywej duszy tu nie było od dawna.

Wśród zaułków starego zamczyska tkwił jakiś magnes, który przyciągał mnie w to miejsce za każdym razem, gdy od niego uciekałam. Te mury znały doskonale historię mojej martwej egzystencji w tym żywym świecie. Znam wszystkie przyrządy tortur w Lochach oraz każdą drobinę kurzu w Karczmie. Właśnie w jej stronę podążałam.

Drzwi były ciężkie, drewno wciągnęło wilgoć. Kurz wzbił się w powietrze, gdy wyczuł ruch, mimo że stąpałam najdelikatniej jak potrafiłam. Po pchnięciu widziałam tylko ogromną chmurę z pyłu, który przed sekundą leżał na podłodze.

Tak jak przypuszczałam. Karczmarz Joe wraz z córkami nadal się tu krzątali. Zabierali jakieś sakwy, między którymi można było zauważyć pięknie zdobione kufry zamożnych szlachciurów zaginionych w czasie polowań w pobliskim lesie. Gdy już zauważyli, że ktoś wtargnął do ich azylu, Joe chwycił za sztylet i przeskoczył przez ladę niczym dwudziestolatek a nie podstarzały karczmarz. Skonstatował kim jestem, tuż po przyłożeniu mi broni do gardzieli. Wiedział po co wróciłam. Jego córki również wiedziały. Wszyscy zrozumieli, że to powrót by zmienić wszystko.


Odbudowa Królestwa Cieni ciągnęła się w nieskończoność. Były jedynie fundamenty, lochy i wieża strażnicza, kuchnia i jadalnia oraz sala tronowa. Brakowało dachu, kawałków ścian i rąk do pomocy. Od rana do nocy, bez wytchnienia, bez rozmów pracowaliśmy, by usilnie przywrócić światłość Enklawy. Gdy gród nabierał formy, coraz więcej ludzi oraz innych stworów pojawiało się w okolicy by pomóc. Wśród nich zauważyłam dwie znane mi dusze. Yf i Arisa pracowały z takim zapałem, że nawet nie spostrzegły, iż podeszłam. Rozmowa była krótka i treściwa. Nie przytoczę jej, to jest historia. Powiem jedno słowo, reformacja.

Gdy Zamek stanął potrzeba nam było tylko przywódcy, więc czekaliśmy. Mijały dni, tygodnie, miesiące... Gdy prawowity władca nie pojawił się, samozwańczo ustanowiłam się Królem. Lud zgodził się z tym rozporządzeniem. Nie obyło się jednak bez sprzeciwów i nieciekawych sytuacji...

Wśród przeciwników Króla znalazł się potężny czarnoksiężnik, Isolgret. Nie tolerował on rządów uczciwego władcy. Postanowił rzucić zaklęcie na jego poddanych, które spowodowało smutek, brak euforii i, co najgorsze, chęć opuszczenia grodu Enklawy. Nie dotyczyło to tylko trzech osób. Isolgret nie zdołał ich pokonać w walce, lecz dzięki swojej śmierci przyczynił się do rozłamu Cienia. Magia, którą dysponowali pozostali, zamieniła czarnoksiężnika w popiół a najbliższy podmuch wiatru wymiótł proch na wiele mil w dal.

Pozostawała jedna kwestia - gdzie podział się Cień? Otóż rozpadł się na kawałki. Król nakazał zebranie wszystkich części. Gdy je wyzbierano władca rozdał każdemu po jednym. W jego rękach pozostało ich jednak jeszcze kilkanaście. Okazało się, że to pozostałości po okrutnym magu. Dodatkowym kryształem Cienia obdarzył ludzi zasłużonych i zaufanych.

Odtąd król był zwany Władcą Cieni, a jego zasłużeni - Rycerzami Cienia.

Dziś los jest w naszych rękach...
Osobiste
Przestrzenie nazw
Warianty
Działania
Nawigacja
Narzędzia