Okręt Wiecznych Piratów
Z Nightwood
Spis treści |
Fora
- Forum główne - stąd pójdziesz dalej
- Spokojne Wody - miejsce rekrutacji. Masz dość odwagi aby oddać swoją głowę rekinom?
- Wyspa Marzeń - miejsce do gier, zabaw i offtopu.
- Ukryte fora - oprócz tego, piraci mają jeszcze wiele kajut, do których nie mają dostępu zwykli goście.
Najciekawsze tematy
- Pirackie Obyczaje
- Jak zostać piratem?
- Pogaduchy przy kuflu vol 2 - klanowy offtop.
Członkowie klanu
Historia klanu
Tam, gdzie jest las Nightwood, tam, gdzie żyje ponad milion hodowców ze swoimi smokami, tam, gdzie ludzie wytrwale handlują, gawędzą, prowadzą spokojny, beztroski tryb życia, tam, gdzie pola, łąki, stoki górskie, tam rzeka. Rzeka, mająca wiele zakrętów, miejscami bardzo ostra, płynie tuż przy Jedynym Lesie Nightwood. Wody tej rzeki są zimne, fale gęste i spienione, ryb i żywych istot w niej właściwie nie ma wcale, gdyż nie mogą znaleźć warunków do życia. Rzeka ta przeraża wszystkich, więc nikt nie śmiał popłynąć z jej nurtem bądź iść jej brzegiem na północ, gdzie wody wpadają do morza - morza, które zostało odkryte jedynie przez handlarzy, którzy albo zabłądzili w lesie i dotarli tutaj, albo zostali skazani na banicję lub wygnanie. Każdy kupiec, dotarłszy tutaj albo zagłodził się na śmierć, bądź umarł z zimna w wodzie, albo został przygarnięty na okręt piracki i stał się niewolnikiem na ich statku. Gdy umarł, wrzucano go do morza, lub karmiono nim potwory morskie i ptaki. Piraci na wodach morskich w tych czasach byli rzadkością, większość tych ludzi zginęło z powodu braku środków do życia, bądź zostali zabici przez Wiecznych Piratów, którzy królowali na wodach tego Oceanu. Rabowali wszystkich – swoich rywali „po fachu”, statki handlarzy podróżujących po Zatokach. Dwudziestu Wiecznych pływało wspaniałym okrętem, ucztowało, radowało się życiem i tym, że są tym, kim są – piratami. Kochali swoje życie, ale gardzili życiem innych, i niszczyli każdego innego człowieka. Nikt nie wie, kiedy powstali – podobno nigdy nie mieli początku i – jak mawiali – nigdy nie będą mieli końca. Jednak bardzo się mylili. Przenieśmy się do tego pamiętnego dnia, kiedy kapitan i jego zastępca z radością patrzyli na swoją załogę kończącą śniadanie i pracującą w pocie czoła. Pogoda była piękna. Nic nie zapowiadało sztormu, huraganu, tornada, tsunami. Zapowiadał się normalny dzień na okręcie pirackim. - Brakuje prochu – zauważył nagle jeden z marynarzy, który sprawdzał, czy wszystko na statku w porządku. – Trzeba jak najszybciej obrabować jakiś okręt wojenny, nie możemy się skupiać na tych zwykłych, zwykle przewożących bzdurne mikstury, które wyrzucamy do morza. Powinniśmy płynąć na północ, zresztą w ten sposób ominiemy deszcz. - Ja chyba na tym statku wydaję rozkazy – rzekł kapitan, przerywając marynarzowi. – Proch nie jest nam potrzebny, dwa lata temu jego ilość była taka sama. Muszkiety są zepsute. Gdybyś zobaczył jakiś statek na horyzoncie, od razu do mojej kajuty. Kapitan nie wierzył, że dzisiaj, w tak pogodny dzień, jakikolwiek statek zapuści się na tak głębokie wody. Postanowił więc skierować się na płyciznę. - Ile dzieli nas od najbliższej wyspy? Czy widać jakąś na horyzoncie? – zapytał. - Widać, poza tym za dobrą chwilę znajdziemy się na płyciźnie – odpowiedział sternik. – To niedobrze, grozi rozbiciem. Zmienić kierunek na północ? - Nie. Płyń – odpowiedział kapitan. Sternik nie zamierzał kłócić się z dowódcą, więc nie zmienił kierunku. Wkrótce okazało się, że był to błąd. Z północy nadciągnął sztorm. Potężne fale wzbijały się w powietrze, osadzały się na niektórych częściach statku oraz żaglach. Wiatr się wzmógł. Woda zaczęła dostawać się do statku. - Pod pokład! – rozkazał dowódca. Wszyscy rzucili się na drabinkę. Kapitan nie przewidział sztormu i nie mógł nic poradzić. Nagle rozległ się huk. Kapitan w ostatnim momencie zauważył wielką falę, która niespodziewanie go zakryła…
Plaża. Na morzu cisza. Nie dochodzi tutaj żaden odgłos oprócz śpiewu ptaków, i, od czasu do czasu, spadania kokosa na ziemię z wielkiej palmy. Na plaży leży człowiek w podartym przez fale bądź wiatr stroju pirata, obok niego leży wielki talizman śmierci w kształcie czaszki. Człowiek powoli się podnosi, widać teraz jego twarz. Jest dziwnie mokra i wilgotna, jakby płynął oceanem wiele dni, może nawet tygodni i przeżył. Opuścił głowę i podniósł ją jeszcze raz, wolniej. Wydał z siebie cichy, krótki jęk. Widać było, że kona. Nagle zza palm wyrastających po drugiej stronie plaży pojawiła się dziewczyna. Piękna, długowłosa, zgrabna. Podeszła do umierającego kapitana i odwróciła go na brzuch. Potem podniosła z ziemi jego talizman, zamoczyła w morskiej wodzie i przyłożyła mu go do czoła. Kapitan poczuł zimną falę przebiegającą przez jego ciało. Poczuł się o wiele lepiej, a choć nie można było powiedzieć, że czuł się dobrze, ból lekko przygasł. Podniósł głowę i otworzył oczy, wyjąkał parę słów: - Kim jesteś? - Czujesz się lepiej? Kapitan powoli kiwnął głową. Dziewczyna uśmiechnęła się i zaczęła opowiadać, że trafili na Wyspę Marzeń, i odnaleziono zastępcę statku, jak i dowódcę. Ten pierwszy odzyskał zdrowie dzięki naszym miksturom wzmacniającym i uzdrawiającym, a kapitana znaleźli dopiero wczoraj. - A co się stało z naszym statkiem? - Nie wiem. Nie widzieliśmy sztormu. Odnaleźliśmy tylko część steru, przypuszczamy, że okręt leży na dnie. Nie martw się! Twój szlachetny zastępca już rozpoczął budowę okrętu. Nasi konstruktorzy pomagają mu, więc statek będzie jedyny w swoim rodzaju. Na pewno Wieczni Piraci znowu zawładną tymi wodami. Poza tym okręt zostanie ochrzczony przez naszych szamanów, którzy sprawią, że inne statki nie będą miały szans w starciu z Wami. - A marynarze, członkowie? - Cóż… według legendy nie umarli… myślę, że jednym z Waszych celów będzie odnaleźć ich. Jestem całkowicie pewna, że utonęli na Spokojnych Wodach, więc pływając tą częścią Oceanu, znajdziecie ich. Ludzie Wyspy Marzeń okazali się bardzo mili i zdolni. W niecałe pół roku skończyli budowę okrętu, odbył się wspaniały chrzest, a potem mieszkańcy tych terenów pomogli im wyruszyć w podróż. Mówili prawdę – dwuosobowa załoga pokonała w ciągu tygodnia ponad cztery statki, zabierając cenne łupy. Wieczni Piraci dalej królują na wodach, szukają skarbów, i usiłują odnaleźć tych, których ocean porwał w swoje szpony? Czy im się do uda? Wszystko rozstrzygnie się w tym klanie!
Autor historii: Grotherd.
Hymn klanu
"Kiedy rum zaszumi w głowie,
Cały świat nabiera treści,
Wtedy chętnie słucha człowiek
Morskich opowieści.
Hej, ha! Kolejkę nalej!
Hej, ha! Kielichy wznieśmy!
To zrobi doskonale
Morskim opowieściom.
Kto chce, ten niechaj słucha,
Kto nie chce, niech nie słucha,
Jak balsam są dla ucha
Morskie opowieści.
Łajba to jest morski statek,
Sztorm to wiatr, co dmucha z gestem,
Cierpi kraj na niedostatek
Morskich opowieści.
Pływał raz marynarz, który
Żywił się wyłącznie pieprzem,
Sypał pieprz do konfitury
I do zupy mlecznej.
Był na "Lwowie" młodszy majtek,
Czort, Rasputin, bestia taka,
Że sam kręcił kabestanem
I to bez handszpaka.
Jak pod Helem raz dmuchnęło,
Żagle zdarła moc nadludzka,
Patrzę - w koję mi przywiało
Nagą babkę z Pucka.
Niech drżą gitary struny,
Niech wiatr grzywacze pieści,
Gdy płyniemy pod banderą
Morskich opowieści.
Od Falklandu-śmy płynęli,
Doskonale brała
Mogłeś wędką wtedy złapać
Nawet wieloryba.
Rudy Joe, kiedy popił,
Robił bardzo głupie miny,
Albo skakał też do wody
I gonił rekiny.
I choć rekin twarda sztuka,
Ale Joe w wielkiej złości
Łapał gada od ogona
I mu łamał kości.
Może ktoś się będzie zżymał
Mówiąc, że to zdrożne wieści,
Ale to jest właśnie klimat
Morskich opowieści.
Kto chce, ten niechaj wierzy,
Kto nie chce, niech nie wierzy
Nam na tym nie zależy,
Sygnaturka
To jest tylko przykładowa sygnaturka Okrętu Wiecznych Piratów, zasób jest jeszcze większy.
