Szkarłatny Eliksir Przemiany
Z Nightwood
Wojna… znowu. Świat stał się smutniejszy, nawet bardziej szary. Już nie słychać śmiechu dzieci, nie widać plotkujących kobiet ani mężczyzn opowiadających sobie nawzajem swoje przygody. Nawet w karczmie było jakoś pusto, choć o takiej porze zawsze zbierały się tu tłumy. Wszystko, ale to wszystko oznajmiało to samo - wojnę. Na polanie za miastem zbierali się hodowcy ze swoimi smokami, które miały pomóc w obronie. W pobliżu kręcił się młody mężczyzna w kapturze, jeden z tych, których niedawno wcielono do armii. Właściwie to powinien pomóc przy umacnianiu murów miasta, ale on wolał patrzeć na smoki. Te ogromne bestie fascynowały go od dawna, jednak hodowcy pilnowali ich jak oka w głowie i nie pozwalali obcym się do nich zbliżać. Bestie mimo swych ogromnych rozmiarów nie dorównywały smokom napastników. Były tak samo ogromne i podobnie nawet wyglądały, ale tym ich brakowało chęci do walki. Były to głównie leniwe, kochające pokój i gardzące wojną smoki. Na jednym końcu polany znajdował się również smok, ale ten skuty był ogromnymi łańcuchami, uniemożliwiającymi jakikolwiek ruch. Chłopak przyglądał mu się z zaciekawieniem. Niespodziewanie bestia ryknęła tak głośno i przerażająco, że wszystkie smoki cofnęły się o parę kroków. Mężczyzna w kapturze podszedł bliżej tego gada. Po chwili usłyszał jego złowrogi szept:
- W powietrzu czuć zapach wojny… Przegracie… Tak, chłopcze, mówię do ciebie. Wiem, że siedzisz ukryty w krzakach i mi się przyglądasz. Słuchaj, co mówię, przegracie na pewno. Widziałem je, widziałem wojska nieprzyjaciela. Jest ich tyle, ile kwiatów na tej polanie i liści na pobliskim drzewie. A ich bestie… żywione krwią i mięsem zabitych, już jutro będą miały ucztę. Uciekajcie, póki jeszcze możecie - po tych słowach smok zamknął oczy.
- Ale czy nie da…- zaczął, lecz ogromna bestia mu przerwała.
- Mnie to nie interesuje - wyszeptał smok i zaśmiał się złowrogo.- Nie interesują mnie wasi ludzie, smoki… Nie pomogę wam, bo to nie moja sprawa.
Mężczyzna oddalił się, wiedział że nie mają żadnych szans, ale ucieczka nie wchodziła w grę, gdyż honor i miłość do ziemi nie pozwalały na to hodowcom.
Zrozpaczony, z głową pełną czarnych myśli, szedł przed siebie bez celu, gdy zorientował się, że jest niedaleko drewnianej, starej chatki zamieszkiwanej przez mądrą kobietę, o której chodziły słuchy, iż jest wiedźmą. Podszedł do drzwi chatki. Nie zdążył jeszcze zapukać, a otworzyła mu staruszka. Gestem zaprosiła go do środka, wskazała miejsce na krześle przy stole.
- Przybyłem do pani z pytaniem, czy… - kobieta uciszyła go gestem i zajęła krzesło naprzeciwko.
- Cóż… tak, możecie wygrać tę bitwę - stwierdziła, chłopak uśmiechnął się i miał wstać i podziękować, jednak kobieta nakazała mu zostać. - Ale możecie ją również przegrać - dodała, a uśmiech zszedł z jego twarzy. - Rozmawiałeś z dzikim smokiem, prawda? Spodobał ci się?
- Nie… on jest… jest straszny i niemiły. W życiu nie chciałbym, by nasze smoki były takie jak on.
- Muszą być, bo przegracie. Przynieś mi krwi dzikusa i łzę zwykłego smoka, a wygracie. Postawiła na stole dwa małe flakoniki. Chłopak wyszedł, zabierając je po drodze. Pobiegł w stronę bestii. Leżała zmęczona tam, gdzie ją zostawił. Podszedł do niej i skaleczył nożem w łapę, po czym podłożył flakonik, do którego nakapało pięknej, krystalicznie czerwonej krwi. Teraz do zdobycia pozostała łza. To nie było trudne, gdyż wokół płakało niejedno świeżo wyklute smoczątko. Podszedł do najmniejszego, położył mu rękę na głowie i gładząc go podstawił mu pod oczy drugi flakonik czekając, aż się napełni. Natychmiast po tym, najszybciej jak tylko mógł, pobiegł z powrotem do kobiety. Ta czekała na niego i oba flakoniki odebrała już w progu. Wszedł za nią i stanął przy ścianie, przypatrując się jej działaniom. Do wielkiego parującego gara wlała krew, mówiąc:
- Krew, by ten, kto ją wypije, stał się taki jak jej właściciel - kilka razy zamieszała wokół ogromną łyżką. - I łza jako tęsknota za tym, co było, za swoim dawnym ciałem i charakterem. Tęsknota za sobą samym…
Kobieta mieszała i wypowiadała jakieś słowa bez przerwy. Chłopak poczuł się senny. Skulił się w kącie i zasnął. Obudził się dopiero następnego wieczoru. Na stole stały flakoniki z magicznym napojem. Po kobiecie nie było ani śladu. Chwycił torbę i delikatnie włożył do niej flakoniki. Radośnie ruszył w stronę polany. Już widział siebie jako bohatera, dzięki któremu zwyciężyli. Jednak gdy dotarł, uśmiech spełzł mu z twarzy. Na polanie nie było żywego ducha. Wszędzie walały się trupy ludzi i zwierząt. Nad jednym z nich siedział dziki smok, delektując się wnętrznościami jednej z bestii.
- Mówiłem… Mówiłem, że przegrają - zaśmiał się, wzniósł do góry i wylądował obok chłopaka. Przewrócił go łapą, zatopił pazur w ramieniu. Chwycił w pysk torbę.
- To chyba moje - wyszeptał i wzbił się w powietrze.
Słuch o tajemniczym eliksirze przemiany przepadł na długie wieki...
Ten składnik jest potrzebny do przemiany smoka w Smoka Wojny.
Po zdobyciu fiolki wypełnionej szkarłatnym płynem można z niej skorzystać, wchodząc w zakładkę Akcje i Zdarzenia - Eliksir Przemiany.